poniedziałek, 29 grudnia 2014

I lost myself, but i love(?) you

- Możesz iść do domu- powiedział Eric, wychylając się z drzewa- od jutra uczysz się ze mną.
- Dobrze- miałam dosyć nazywania go mistrzem. Stracił w moich oczach.
W zamyśleniu pożegnałam się z Vanieloriną. Idąc ścieżką w stronę domu poczułam piękną woń kwiatów.  Był taki cudny. Zawróciłam i poszłam w stronę źródła zapachu. W pewnym momencie wszystko wokół mnie zaczęło lśnić. Niebo, drzewa, trawa. Im mocniejszy był zapach tym wszystko jaśniej świeciło, pulsowało. Coś było nie tak, pamiętałam w księdze była o tym wzmianka, one kusiły i pożerały, ale to wszystko w umyśle jakoś umykało. Było mi tak błogo. Doszłam chyba do wschodniej części lasu. Piękne światła, kwiatowe girlandy, delikatna muzyka do której tańczyły powabne kuszące kobiety, chciałabym być taka piękna, jak one.
- Chodź do nas, a taka się staniesz. Częścią nas.
- Nie, ja nie powinnam...
- Widzimy w tonie naszą siostrę, chodź.
Już miałam przekroczyć lśniący krąg, trzymając za rękę jedną z tych powabnych kobiet, ale czyjeś ramie chwyciło mnie i pociągnęło do tyłu.
- Co robisz?- spytałam trochę gniewnym i rozmarzonym tonem- idę z nimi, też chcę zatańczyć.
- Grr... ludzie kobiety- to Meliorn, ale co tu robi?
- Chodź ze mną, pójdziemy razem.
- Nie, muszę Cię zabrać, jak najdalej stąd.
- Co? Czemu?- te panie są takie miłe, nic złego się nie stanie. Jak zatańczę stanę się piękniejsza, a te światła są takie kojące.
- Jak masz na imię?- zapytał książę.
- Niedorzeczność, jestem...- tu straciłam pewność siebie, jak się nazywam?
- No, właśnie. Idziemy.
Bez ceregieli  przerzucił mnie przez ramię i ruszył w stronę, z której przyszłam.
- Nie odchodź, siostro- zawodziły panny
- Puść mnie!
- Nie.
Był bardzo silny. Nawet szarpanie nic nie dało.
Kiedy oddaliliśmy się na tyle, by nie było czuć kuszącej woni. Postawił mnie na ziemi. Byłam tak otumaniona, że nie trzymałam się na nogach. Od razu się zachwiałam.
- Uważaj- obiął ramionami, chroniąc przed upadkiem.
- Jesteś taki ciepły- mruknęłam.
- Wrr. Głupsza niż myślałem.
Oparł mnie o pobliskie drzewo.
- Nie odchodź, proszę- łzy stanęły mi  w oczach. Nigdy się tak nie zachowuje. Moje słowa chyba jego też nieco zaskoczyły.
- Same kłopoty z tobą- siadł obok mnie,  natychmiast położyłam głowę na jego ramieniu.
- Chyba nie jesteś taki zły, wiesz?
- Yhm..
- Lubię Cię, nawet bardzo- moje słowa były coraz cichsze. Zasypiałam
- A ja nie- mimo tych słów pogłaskał mnie po głowie.
- Trudno, zawsze tak jest, gdy kogoś kocham- odpłynęłam z jedną pojedynczą łzą na policzku. Nie wiedziałam, że chwilę później ktoś ją delikatnie wytarł.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

The monster is preparing to fight

Przez cały czas Eric siedział przy biurku i nawet nie wiem co robił. Ja wychodziłam i się uczyłam. Jednak, gdy Vanielorina przepytywała mnie ze skandynawskich demonów mój mistrz zawołał
- Maia! Chodź tu!
- O co może chodzić?
- Wiesz, teoretycznie zbliża się początek drugiego roku odkąd tu jesteś, powinien Cię przedstawić przełożonym.
- Tym złym?
- Maia!- zawołał ponownie chłopak.
- Można tak to ująć. Pamiętaj, nie ufaj nikomu.
- Dobrze.
Weszłam do środka. Eric stał przy lustrze, jednak ku mojemu zdziwieniu w lustrze zobaczyłam nie jego, a jakiegoś starszego mężczyznę. Miał około 40-stki. Włosy krótkie, postawione na jeża i mocno przyprószone siwizną. Nosił taki sam strój jak ja i Eric, chociaż miał więcej ozdobników.
- To jeden z głównych dowódców naszego szefa, Frank Diuck. Zajmuje się pobliskimi terenami. Zada Ci kilka pytań- skłonił się w stronę lustra i wyszedł.
- Siądź panno..
- Maia, maia smith
-... panno Maio. Jeżeli dobrze wiem jesteś tu od roku?
- Tak- coś mi nie pasowało w tonie głosu tego mężczyzny. Wzbudzał we mnie strach.
- Dużo się nauczyłaś?
- Umiem większość rzeczy zamieszczonych w tych dwóch książkach- wskazałam na podręczniki. Tak naprawdę to wiedziałam wszystko co było tam zamieszczone i jeszcze to co opowiadało drzewo.
- Eric to taki dobry nauczyciel?
- Sama się uczę.
- Dlaczego?
- Mój mistrz ma ważniejsze sprawy na głowie, nie wiem jakie, ale na pewno ma.
- Dobrze... Jakie umiejętności posiadasz?
"Tak, wydaje mi się, że moc ujawniła się zbyt wcześnie, będzie potężniejsza"
- Oprócz sokolego wzroku? Precyzję, sprawny skok, małe przyspieszenie- tu też kłamałam, oprócz tego elfi język i parę innych nadprogramowych mocy, po za tym rozmawiałam z Vanieloriną.
-Hmm...- moja odpowiedź go nie usatysfakcjonowała- słyszałem, że sama zabiłaś dwa demony.
- Jakbym zabiła te dwa, to by mistrz nie musiał zabijać trzeciego, czyż nie?- nie pytaj o oczy, nie pytaj o oczy, nie pytaj...
- Twierdziłaś, że te demony miały oczy.
'Glup'
- Demony mające oczy? Absurd, coś wtedy musiało mi się przywidzieć, byłam w szoku.
- Ah.. To chyba tyle. Bardzo miła i mądra z ciebie dziewczyna. Przyda na się ktoś taki. Za pół roku osobiście przyjadę na twój egzamin panienko maio.
"Egzamin?" 
- Będę zaszczycona, Panie Diuck.
- Możesz odejść. Ericku,wejdź!-Minęłam mistrza w drzwiach.
- Pani Vanielorino, co mówią?
- Przyłóż ucho do pnia.
- Jestem panie.
- Masz się wziąć w garść. Za pół roku przyjadę z wizytą, by ją przeegzaminować!
- Tak panie
- W dodatku chyba trochę przesadziłeś mówiąc mi o tych jej "niezwykłych" zdolnościach!
- Byłem pewny...
- To to udowodnij!
W tym momencie wszystko zamilkło.

niedziela, 21 grudnia 2014

I don't know are you good or bad?

Noc. W bazie
- Nie byłeś łaskaw mi o tym powiedzieć?!
- Nie
- Specjalnie wybrałeś tą szkołę?
- Tak
- Idiota
Eric zerwał się i jednym susem doskoczył do mnie przygważdżając do ściany. Ręką na tyle mocno ściskał moje gardło, że nie mogłam oddychać. Jego twarz była niebezpiecznie blisko mojej.
- Nie pozwolę siebie obrażać. Nawet jeżeli jesteś moją rówieśniczką i kobietą to nic nie zmienia. Jestem twoim mistrzem, czy tego chcesz czy nie.
Gdy mnie puścił upadłam na kolana. Byłam przerażona. Nigdy nie widziałam go tak zdenerwowanego. Bliska łez wyszłam z pomieszczenia na zewnątrz.
- Pani Vanielorino, słyszałaś? Czemu się tak zachował?
-  Odkąd umarła twoja babcia stracił poczucie humoru. Jest bardzo wrażliwy i przy okazji sfrustrowany tym, że jest sam i chyba też sytuacją rodzinną.
- To znaczy?
- Twoja babka była dla niego wielkim autorytetem, jakiś czas temu w jego domu rodzice zaczęli się kłócić i Konstancja wspierała go, udzielała rad. Kiedy jej zabrakło..No cóż, wiadomo.
-Ah... Jak mam mu pomóc?
- Czas. Każdy potrzebuje czasu, by wyleczyć złamane serce.
- Mogłabyś mnie nauczyć czegoś, nie chcę mu przeszkadzać, a Pani pewnie słyszała i widziała więcej niż bym przypuszczała.
- Dobrze. Tylko przynieś księgę walki i księgę magicznych stworzeń.
- Yhm.
Cicho wślizgnęłam się do wnętrza drzewa. Eric siedział tyłem do drzwi tak, jak przy naszym pierwszym spotkaniu. Ostrożnie podeszłam do komody. Wyjęłam księgi i już miałam wychodzić, gdy usłyszałam.
- Nie odchodź daleko. Ktoś mógłby je ukraść.
- Tak mistrzu- nie zamierzam więcej mu dawać powodów do gniewu.
Tak jak Vanielorina obiecała rozpoczęłam naukę pod jej liśćmi. Usłyszałam wiele inspirujących i pouczających historii, które potem wspólnie porównywałyśmy do treści książek. Opisywała bitwy, gdy ćwiczyłam władanie bronią, poprawiała minie porównując do łowcy, który przez taki błąd zginął. Nauczyłam się wtedy dużo więcej niż gdybym siedziała obok  mistrza. Czasem opisywałyśmy, jak sobie siebie nawzajem wyobrażamy, ja: ją jako człowieka, ona: mnie jako drzewo. To był bardzo miły czas. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy.

niedziela, 14 grudnia 2014

Show me your true face!

Książę bez słowa zaprowadził mnie pod Vanielorine i bez słowa odszedł. Weszłam do drzewa. W środku nie było nikogo. W ciemnym pomieszczeniu dojrzałam tylko kartkę na stoliku. Gdy zapaliłam światło zobaczyłam wąskie i pochyłe pismo Erica.

Wyszedłem, żeby z Tobą jeszcze raz porozmawiać, ale gdzieś zniknęłaś. Jeżeli Cię czymś uraziłem, to wiedz, że nie chciałem. 
PS.:Wróciłem już do domu. 

- Nawet jakbym zniknęła na tydzień to byś nie zauważył- rozżalona mruknęłam do siebie, zgniatając kartkę.
*** 
Następnego dnia, w szkole...

Własnym oczom nie wierzę!
- Przedstawiam wam nowego ucznia, Erica Northa. Przeniósł się do nas z powodu przeprowadzki rodziców. Będzie uczęszczał do drugiej "c"
Eric! Jak?! Nie, to nie może być przypadek.
Na przerwie od razu do niego podeszłam, uprzednio przepychając się przez tłum dziewczyn.
-Co ty tu robisz? Nawet mi nie powiedziałeś, że się przenosisz!
-Nie miałem okazji. Dzisiaj..., to znaczy wczoraj tak nagle zniknęłaś- uśmiechnął się zawadiacko.
Nie poznawałam go, to ten sam, miły i trochę zmartwiony chłopak?! 
- Znasz go?- zapytała jakaś starsza dziewczyna.
- Nie określiłabym tego tak- z powrotem przecisnęłam się przez tłum świeżych fanek.
Przez cały dzień Eric był w centrum uwagi. Wiadomo. Tajemniczy, wysoki, przystojny i o dwóch różnych tęczówkach. Co ciekawe, ja sama, byłam w tym dniu, jak diabeł tasmański. Nikogo do siebie nie dopuściłam. 

środa, 10 grudnia 2014

I'm free

W tym momencie nadbiegł rozjuszony Meliorn. Cały wręcz kipiał mocą. Gdy zobaczył klęczącą mnie, nie rozpoznał łowczyni.
- Co tak kobieta tu robi? One nie mają wstępu do...
- Zmilcz- rzekł król surowym tonem- nie widzisz, że ona nie jest jedną z nas?
Podniosłam głowę. Gdy zobaczyłam wyprowadzonego z równowagi księcia, który wcześnie wydawał się oazą spokoju o mały włos nie wybuchnęłam śmiechem. Wiedząc jednak, że tu chodzi o moje życie powstrzymałam się.
- Na początek wytłumacz, czemu wyglądasz i mówisz jak duch leśny- tu król zwrócił się do mnie.
- Najjaśniejszy panie, to że mówię w waszym języku jest zwykłym przypadkiem. Śmiem sądzić, że moje moce znacznie odbiegają od standardów do jakich przyzwyczajeni są nocni. Zaś ten wygląd jest wynikiem innej, demonicznej magii- na dźwięk słowa "demonicznej magii" król zmarszczył brwi- to znaczy tak sądzę. Pierwszej nocy w lesie zabiłam dwa z trzech demonów, które mnie zaatakowały. Nikt jednak nie widział ich "oczu", które nie rozpłynęły się wraz ze śmiercią demonów. Zebrałam je i schowałam. Kiedy pański syn mnie tu uwięził chciałam się wydostać, ale magia nie działała. Szczęśliwym trafem uwolniłam magię tych kryształków i wypowiedziałam życzenie o wydostaniu się stąd. Nic więcej nie wiem.
- Doceniam twoją szczerość. To co powiedziałaś faktycznie wydaje mi się niepokojące. Obiecuję, że to co tutaj usłyszeliśmy nie ujrzy światła dziennego bez twojej zgody. Jednak ostrzegam Cię. Nie wspominaj gdzie byłaś i nie używaj naszego języka wobec obcych. Meliorn będzie Cię pilnował podczas twoich nocnych wizyt.
-Coo?!- oburzył się Meliorn.
- Synu, przecież wiesz... twoje umiejętności są już na tyle rozwinięte, że możesz ochronić nie tylko siebie.
-Ale...
- Bez dyskusji. Teraz weź ją i zaprowadź tam, skąd zabrałeś.
-Wstawaj, idziemy- Meliorn nie oglądając się wyszedł z lochów.
Posłusznie, z cieniem uśmiechu na ustach podążyłam za nim.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

We are the same

W pewnym momencie założono mi kaptur na głowę. Chodzenie po omacku było bardzo nieprzyjemną rzeczą. Odsłonięto mi oczy dopiero po przekroczeniu progu przyzamkowego więzienia.Nie było w nim nic obskurnego, ale cele ledwo starczały, by się położyć. Założono mi jakąś metalową obręcz na rękę i wepchnięto mnie do jednej z cel. Zamknęli na klucz i odeszli.
- Hej! Za co?! Nic wam nie zrobiłam!!! Wypuśćcie mnie!!!
Skuliłam się w kącie i zapłakałam.Próbowałam jakoś użyć swojej mocy, ale pomieszczenie chyba mnie blokowało.Wyjęłam flakonik z oczami zabitych demonów. Rozmyślałam nad tym czy to faktycznie strzały rozsadziły demony, czy może coś innego. Wysypałam na dłoń jedną świetlistą kulkę. Może mają jakąś moc, która pozwoli mi się uwolnić?
- Ukarz się
- Pokaż się
Po ludzku nie działało.
- daran mis
- kolgio mis
Też nic. Może to trzeba rozgryźć? Zbliżyłam kuleczkę do ust. Fuj! Gorzki i piekący smak. Pęknięte oko upadło na ziemię. Cela nagle zajaśniała. Pojawiła się biała postać podobna do kobiety.
- Spełnię jedno twoje życzenie.
Chwile zajęło mi otrząśnięcie z zaskoczenia. Odpowiedziałam.
- Chcę się stąd wydostać.
Biała postać zawirowała, otoczył mnie pył, gdy opadł nadal byłam w celi, a zjawy nie było. Podeszłam do drzwi. Zamknięte. Coś kazało powiedzieć mi po elficku.
- Salazam kun- otwórzcie się.
Drzwi odstąpiły, przeciskając się zahaczyłam o coś moimi... skrzydłami! Dotknęłam uszu, spiczaste. Jestem... leśnym duszkiem. Świetnie. Mogę postraszyć tego zarozumialca. Nagle ktoś wszedł przez główne wejście. Usłyszałam tylko.
- Królu, książę.
- Przyprowadźcie dziewczynę. Zabrzmiał czyiś potężny głos. Szczęk zbliżającej się do mnie zbroi wywołał panikę, nie miałam się gdzie ukryć. A może... Odnalazłam odpowiedni mięsień i zamachnęłam się skrzydłami podlatując pod sam sufit. W ostatnim momencie.
- Zniknęła- zakrzyknęli równo żołnierze.
- Niemożliwe! Powiedział dobrze mi znany książę Meliorn. Podbiegł. W tym momencie sfrunęłam w dół i uderzyłam go w tył głowy. Nieprzytomny padł na ziemię, gdy żołnierze się nim zajęli ja zbliżyłam się do króla. Do głowy wpadł mi pewien pomysł. Zatrzymałam się, przyklękłam.
- Królu, zostałam niesłusznie uwięziona. Znam wasz język nie z własnej woli, jestem nowym łowcą i dopiero odkrywam moce, które nawet mnie przerażają. Nie chcę być waszym wrogiem. Pragnę zawrzeć pokój, pomiędzy mną, a wami - żołnierze wraz z księciem, dotarli do króla, a on zatrzymał ich gestem dłoni- Drzewo, które jest naszym lokum powiedziało mi, że wśród nocnych łowców są ludzie, którzy nie pragną dobra. Jestem pewna, że to zagraża nie tylko łowcom, ale i innym istotom.
Moje słowa z powodu wróżkowej postaci mieszały się z ludzkim i elfickim. Czekałam na reakcję króla.

czwartek, 5 czerwca 2014

I'm not different than you.

- Aha- z zainteresowaniem wertowałam książkę. Wyszukałam pozycję sqalus, gdy popatrzyłam na rycinę stwierdziłam, że nie mają oczu.
- Dlaczego te demony nie mają na rycinie oczu?
- Dlatego, że te żywe też nie mają.
- Mają- powiedziałam z irytacją.
- Nie, przecież widziałaś.
- To w takim razie co to jest?!
Wyjęłam flakonik trzema parami oczu. Eric zapytał.
- To dlaczego są trzy pary? Demon był jeden.
- Były trzy, dwa załatwiłam strzałami.
- Ale to były zwykłe strzały.
- W piersi demona zajaśniały i go rozsadziły.
Wpatrywaliśmy się w siebie z niedowierzaniem.
- Wiesz co? Może lepiej się przewietrzę- powiedziałam i wyszłam.
Lekki, zimny nocny wiatr działał kojąco. Jednak coś znowu mnie zaniepokoiło. Delikatny szelest. Nagle zmuszona byłam stanąć, z powodu tuzina wymierzonych we mnie włóczni. Trzymali je postawni mężczyźni, pod przewodnictwem księcia Meliorna.
- Kazna Kahrum - zabierzcie ją.
Tak zostałam poprowadzona, w najciemniejszą stronę lasu, od czasu do czasu dźgana włócznią.

sobota, 22 marca 2014

I see fire hollowing souls

Przez chwilę trwała niezręczna cisza.
- To co, dzisiaj teoria?- zapytałam
- Tak- Eric wstał, podszedł do komody i wyjął dwie grube księgi- To są podstawy, rośliny i ich właściwości oraz rasy i zdolności poszczególnych stworzeń, głównie demonów.
Otworzyłam spis treści księgi o magicznych istotach. Od razu rzuciło mi się w oczy hasło: leśne duszki, z zapałem przewróciłam kartki na wskazaną stronę, a właściwie cztery strony. Pierwsze trzy mówiły o budowie ciała, zwyczajach, zdolnościach, miejscu występowania i pojawiły się tam szkice. Na czwartej stronie opisany był w skrócie ród królów i książąt. Ze zdumieniem spostrzegłam tam podobiznę chłopaka spotkanego w lesie: Książę Meliorn Księżycowy, drugi syn Filona pogromcy trolli, obecnego króla. Jako jeden z niewielu odziedziczył praktycznie wszystkie rodowe moce i wrodzone umiejętności.
- On tu mieszka?- zapytałam Erica.
- Takie chodzą słuchy, aczkolwiek nigdy go nie widziałem.
- A ktoś zna ich język?
- Nie, pilnie strzegą tej tajemnicy.
- To jak poznali nasz?
- To samouki, chwila, przecież tu nie ma napisane, że znają ludzki język- chłopak spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.
- Myślałam, że wszystkie stworzenia znają nasza mowę, w końcu to my trzymamy porządek.
- Nie wszystkim się to podoba. Zabijamy demony, by chronić ludzi, a nie trzymamy straż nad tymi stworami, niektóre również zabijamy, jeżeli stanowią zagrożeni dla człowieka, ale nie mieszamy się im w życie.





Mam nadzieję, że następna, choć krótka część, się podobała :D Proszę o komentarze, bo nie wiem, czy mam dalej pisać ;)

środa, 19 marca 2014

Start talking with moon

W szkole wszystko wydawało się takie nudne. Myśl, że wiem o demonach, że jestem łowcą, a inni nie wiedzą doprowadzała mnie do szału. To cudowne, przez prawie wszystkie lekcje marzyłam jakie moce mogę zdobyć. Jednak bałam się, o co chodziło tym demonom? Jaka "Pani"? I o czym rozmawiał Eric z tym kimś? Dlaczego nie słyszał szeptów demonów? W tym momencie przypomniałam sobie o oczach cieni te iskierki, pewnie nadal leżą w lesie. Warto im się bliżej przyjrzeć. Chyba...

Nie mogłam się doczekać spotkania z Erickiem. Zadurzyłam się? Zakochałam? Ciągle tylko pytania, brak odpowiedz. Tuż po wyłączeniu w domu świateł ubrałam strój łowcy cieni, otworzyłam drzwi balkonowe, wspięłam się na barierkę (z której kiedyś groziłam, że skoczę i się zabiję :( ) puściłam się, miękko lądując na ziemi.
- Wiedziałam, że się uda. Wiem, że stać mnie na więcej- uśmiechnęłam się. Z każdą chwilą czułam jak w środku rośnie ta moc, nieograniczona. Pewnym krokiem szłam przez las, nic mnie nie zaniepokoiło. Nocne zwierzęta niczym nie spłoszone grały w ciemności swoje piosenki. Doszłam do miejsca mojego pierwszego spotkania z squalusami i rzeczywiście w trawie leżały połyskujące perełki, dwie pary.

- Jakie piękne- obracałam je w dłoniach, były ciepłe. Miały moc ani dobrą, ani złą, tylko czystą. Graniczącą, w zależności od właściciela, tak czułam. Instynkt, szósty zmysł.
- Co jest takie piękne? trawa?- usłyszałam za sobą męski głos. Gwałtownie się obróciłam. Za mną stał wysoki szczupły blondyn, o orzechowych oczach z zielonymi obwódkami, przywodził na myśl leśnego strażnika. Poświata księżyca tworzyła wokół niego tajemniczą aurę.
- Kim jesteś?- zapytałam
- Wy wszyscy ludzie zawsze tak samo "kim jesteś? Ki diabeł Cię przysłał?", a "dobry wieczór" to gdzie? Usnął sobie na leśnym mchu?
-(jakie słownictwo, na pewno gościu tu żyje) Dobry wieczór mówię do znajomych, a nie obłąkańców co się po lesie plączą.
- Teraz to ja jestem obłąkany, tak? Problem w tym, że jestem leśnym duszkiem, a TY człowiekiem, wiec to raczej TY jesteś obłąkana.
- Szkolę się na nocnego łowcę.
- Kira aba mir itnusum. Danada trabakir tun sum- usłyszałam zdanie, ale mimo innego języka je zrozumiałam, brzmiało mniej więcej tak: Następny nocny, masakra. Ranią drzewa i depczą rosę poranną.
- Staram się wrócić do domu nim rosa osiądzie, a co do drzew to mogę zrobić tarcze do strzelania- chłopak spojrzał na mnie prawie przerażonym wzrokiem
- Ty... Mnie rozumiesz?
- No, raczej
- Maia!- usłyszałam Erica.
- To niemożliwe -powiedział leśny chłopak i zniknął
- Zaczekaj- wyciągnęłam rękę w pustkę.
- Z kim rozmawiałaś?- spytał się nadbiegający Eric.
- Z nikim- schowałam rękę z perełkami za plecami- Chodźmy do domku.
Gdy byłam blisko dębu, usłyszałam glos
- Od północnej strony gryzie mnie coś, proszę sprawdź to.
- Kto mówi?- zapytałam ignorując zdziwione spojrzenie Erica
- Vanielorina, dąb w którym mieszkacie.
- Jak ty żyjesz tak wydrążona?
- Magia, tylko proszę sprawdź, co mnie gryzie.
-Jasne, Eric gdzie północ.
Chłopak bez wahania wskazał ręką w lewo. Podeszłam tam i przyjrzałam się uważnie korzeniom. Faktycznie, siedziała tam mała mysz polna. Wzięłam ją na ręce i zanosłam kawałek dalej.
-Dziękuję- powiedziała Vanielorina- jestem ci winna przysługę. Wiesz mi, niejedno widziałam. Gdybyś potrzebowała rady, przyjdź do mnie.
-Cała przyjemność po mojej stronie. Dziękuję za pozwolenie- lekko się skłoniłam w stronę drzewa.
- Czy... ty... rozmawiałaś z drzewem?
-Nie mów mu, to dobry chłopak, ale ci którym ufa mają mroczne serca- usłyszałam głos drzewa.
- Nie, czasem tak sobie gadam do siebie.
Weszliśmy do bazy.
- Mogłabym pożyczyć jedną z fiolek?- wskazałam na szawkę z flakonikami.
- Tak, jasne- zgodził się, zdejmując jedną pustą z półki. Niepostrzeżenie wrzuciłam tam oczy demonów.


niedziela, 2 lutego 2014

put up your hands to the universe

Gdy weszliśmy do dębu Eric położył mnie a łóżku, sam zaś zaczął przygotowywać jakiś eliksir. Płyn miał błękitno-zielony odcień. 
- Masz, wypij to- powiedział podając mi gęstą substancję- postawi cię na nogi.
- Dziękuję- wypijając skrzywiłam się nieco, bo płyn palił gardło, ale po chwili poczułam przepływającą fale energii.
- A teraz powiedz mi, co tam się stało? Demony squalus nigdy nie spacerują tak blisko siedzib łowców. Są na to zbyt inteligentne i wolą rozkazywać pomniejszym demonom takim jak minuo.
- strzelałam z łuku, jak kazałeś, kiedy usłyszałam szepty...
- Zaraz, zaraz, szepty? Przecież demony nie szeptają.
- To znaczy szelest, przejęzyczyłam się. Odwróciłam się i zobaczyłam te cienie, akurat miałam strzałę nałożoną na cięciwę i strzeliłam. Wtedy padł pierwszy, drugi zaraz potem. Więcej strzał nie miałam, więc zaczęłam uciekać, upadłam. Dalszą część znasz.
- Hmm... podejrzane. Może lepiej zacząć od teorii... na razie.
- Musze wrócić do domu.
- Aaa, fakt. Ja też. Odprowadzę cię, dla bezpieczeństwa oczywiście.
- Yhm.
O dziwo odnalazłam drogę do domu i obyło się bez przykrych niespodzianek.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

I gotta be out of my mind not to try this

Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że cały czas wstrzymywałam oddech.
- Jeszcze raz- zażądał Eric.
Sięgnęłam nieco niezgrabnie do kołczanu, wyciągając strzałę i męcząc się trochę z poprawnym ustawieniem jej. Naciągnęłam i znów wycelowałam w sęk, tym razem nie trafiłam.
- Strzelaj dopóki nie skończą ci się strzały- powiedział ciemnowłosy chłopak i poszedł do domku.

Wystrzeliłam jeszcze kilka strzał. ,,Chyba śnisz, nie chce mi się tyle strzelać" pomyślałam. Wyciągnęłam dwie strzały zakończone pięknymi lotkami nałożyłam je i wystrzeliłam. ,,Całkiem nieźle mi idzie" stwierdziłam. Potem wystrzeliłam trzy, ale to nie był mój poziom, więc wróciłam do jednej czasem dwóch strzał. Kołczan wydawał się nie mieć końca. Kiedy w końcu wyciągałam przedostatnią strzałę usłyszałam cichy, świszczący i złowieszczy szept.
- too ta noowaa, szszszybko ssię z nią roozprrawimyy. Paanii będziiee zadowoolonaa. Taak, wróóg ussunięty- posłyszałam tuż za sobą.

Zastygłam w bezruchu. ,,Mam tylko dwie strzały i w dodatku nie wiem czy uda mi się trafić" myślałam gorączkowo. Musiałam szybko zareagować, bo czułam, że te straszne stwory zaraz zaatakują. Zrobiłam jeden krok naprzód i odwróciłam się szukając celu. Faktycznie niedaleko stały trzy stwory. Czarne jak smoła cienie z dwoma jasnymi punkcikami zamiast oczu, pyski wypełnione kłami jak u rekina. Cicho krzyknęłam, jednak na tyle głośno, by potwory zorientowały się, że je zauważyłam. Ręka z napiętą cięciwą zadrżała, gdy stwory ruszyły do ataku. Mimo strachu uniosłam łuk celując grotem w najbliższy cień, strzała utkwiła w jego piersi, pojaśniała, a zraniona istota rozpłynęła się w powietrzu. Na ziemię upadły dwie małe iskierki, jego oczy. Szybko, już pewniej wystrzeliłam drugą strzałę. Padł drugi cień. Już bez broni zaczęłam uciekać, lecz cień był szybszy. Powalił mnie, krzyknęłam o pomoc. ,,Eric, proszę, pomóż. Eric" pomyślałam, gdy stwór już rozwarł szczęki z zamiarem zabicia mnie. Nagle jego paszcza zamknęła się, znikając w cieniu drzew. Oszołomiona  leżałam na ziemi, nic nie widząc, jedynie czerń. Dopiero po chwili adrenalina opadła i zobaczyłam Erica trzymającego mnie na kolanach.
- Nic ci nie jest?- zapytał się ze źle ukrywaną troską.
- Nie, chyba nic- trzęsłam się cała.
Próbowałam wstać, ale nogi uginały się pode mną. Chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do chatki.

sobota, 25 stycznia 2014

Shadow's took the light

Spojrzał ma mnie krytycznym wzrokiem.
- Nieźle na tobie leży- powiedział, jakby od niechcenia, podchodząc do komody i wyciągając łuk.
- Pistoletów nie macie?- zapytałam z ironią, nim zdążyłam ugryźć się w język.
- Mamy, ale ciężko zdobyć na nie pozwolenie i jeszcze przerobić pod demony.
- Demony?!
- Yhm- potwierdził jakby było to coś całkowicie normalnego i oczywistego.

Gdy odwrócił się do mnie zobaczyłam w jego oczach iskierki rozbawienia, lecz wszystko inne pozostało bez zmian. Skierował się do wyjścia.
- Chyba nie myślisz strzelać po nocy, chyba że masz noktowizory.
- To nie ja będę strzelać... po nocy
- Ja? A jak ciebie trafie? Przecież nic nie widzę- stwierdziłam wychodząc z dębu.
- Zobaczysz.
Przystanęliśmy kilka metrów od domku.
- Napnij łuk- polecił
- Jak?- zapytałam- nigdy nie trzymałam w rękach takiej broni, jedyne co widziałam to na filmach o Indianach.

Nic nie mówiąc stanął za mną i objął mnie rękoma sięgając do łuku. Czułam na plecach jego klatkę piersiową unoszącą się przy każdym oddechu. Moją lewą rękę umieścił pośrodku łęczyska, tak by była wyprostowana. Nałożył strzałę i dwoma moimi palcami prawej ręki trzymając jednocześnie cięciwę i strzałę prostopadle ułożoną do drzewca napiął cięciwę.
- Trzymaj i wyceluj w drzewo z białą korą.
- Nie widzę go.
- Skup się.
Wytężyłam wzrok. Powoli rysy drzewa pojawiały mi się przed oczami, aż w końcu byłam w stanie dojrzeć każdy sęk. Strzeliłam, trafiając w sam środek jednego z nich.

czwartek, 23 stycznia 2014

Maybe I can live without

-,,pewnie z powodu żałoby''- pomyślałam. Ku mojemu przerażeniu chłopak nagle, gwałtownie się odwrócił i zamachnął się sztyletem w moją stronę. Instynktownie złożyłam ręce jak do modlitwy w ostatniej chwili łapiąc sztylet za ostrze. Nim zdążyłam cokolwiek temu szaleńcowi powiedzieć, on z rezygnacją opadł na krzesło i podparł ręką głowę.
- Przepraszam ostatnio jestem nieco przeczulony. Jesteś Maia, prawda? Najstarsza córka, najstarszej córki, najstarszej córki?- uśmiechnął się słabo. Pod oczami miał cienie. Dopiero teraz zauważyła, że jedno oko ma połyskująco granatowe, a drugie prawie czarnym odcieniem brązu.
- Konstancja była dobrą kobietą, moją mistrzynią- miał na myśli moją babcię- zostawiła ci list?
- Tak, niewiele w nim napisała. Podejrzewam, że jesteś Eric? Babcia zapewniała mnie, iż mogę tobie zaufać.
Wstał. Podszedł do komody i wyjął czarne zawiniątko.
- Masz, włóż to - i wskazał na niepozorne drzwi niedaleko łóżka.
- Yhm, jasne- kierując się w stronę drzwi.

W środku było bardzo ciasno. Pod jedną ze ścian płyną strumyk, w jednym kącie deska z dziurą, w drugim prymitywny prysznic. Ponad to mała półeczka na ręczniki ubrania i mydełko. Czarne zawiniątko okazało się elastycznym, delikatnym, lecz mocnym i wiatroszczelnym kombinezonem z mnóstwem dyskretnych kieszonek. Zdjęłam dotychczasowe ubranie i założyłam strój, jakby szyty na miarę. Dodatkowo nie wydawał żadnego dźwięku szurania czy szeleszczenia. Buty, wysokie o podeszwie z materiału czy skóry przypominającej smocze łuski, również pasowały.

- Tak, wydaje mi się, że moc ujawniła się zbyt wcześnie, będzie potężniejsza- usłyszałam za drzwiami głos chłopaka- Kiedy?- czyiś głos odpowiedział i usłyszałam jego potwierdzenie. Później wszystko ucichło.
Wyszłam pogrążona w zadumie ,,z kim rozmawiał? Jak? Czy o mnie? Co to znaczy?", wolałam się jednak nie pytać. Za dużo naczytałam się powieści fantastycznych i bałam się jego odpowiedzi, czy raczej reakcji.