- Możesz iść do domu- powiedział Eric, wychylając się z drzewa- od jutra uczysz się ze mną.
- Dobrze- miałam dosyć nazywania go mistrzem. Stracił w moich oczach.
W zamyśleniu pożegnałam się z Vanieloriną. Idąc ścieżką w stronę domu poczułam piękną woń kwiatów. Był taki cudny. Zawróciłam i poszłam w stronę źródła zapachu. W pewnym momencie wszystko wokół mnie zaczęło lśnić. Niebo, drzewa, trawa. Im mocniejszy był zapach tym wszystko jaśniej świeciło, pulsowało. Coś było nie tak, pamiętałam w księdze była o tym wzmianka, one kusiły i pożerały, ale to wszystko w umyśle jakoś umykało. Było mi tak błogo. Doszłam chyba do wschodniej części lasu. Piękne światła, kwiatowe girlandy, delikatna muzyka do której tańczyły powabne kuszące kobiety, chciałabym być taka piękna, jak one.
- Chodź do nas, a taka się staniesz. Częścią nas.
- Nie, ja nie powinnam...
- Widzimy w tonie naszą siostrę, chodź.
Już miałam przekroczyć lśniący krąg, trzymając za rękę jedną z tych powabnych kobiet, ale czyjeś ramie chwyciło mnie i pociągnęło do tyłu.
- Co robisz?- spytałam trochę gniewnym i rozmarzonym tonem- idę z nimi, też chcę zatańczyć.
- Grr... ludzie kobiety- to Meliorn, ale co tu robi?
- Chodź ze mną, pójdziemy razem.
- Nie, muszę Cię zabrać, jak najdalej stąd.
- Co? Czemu?- te panie są takie miłe, nic złego się nie stanie. Jak zatańczę stanę się piękniejsza, a te światła są takie kojące.
- Jak masz na imię?- zapytał książę.
- Niedorzeczność, jestem...- tu straciłam pewność siebie, jak się nazywam?
- No, właśnie. Idziemy.
Bez ceregieli przerzucił mnie przez ramię i ruszył w stronę, z której przyszłam.
- Nie odchodź, siostro- zawodziły panny
- Puść mnie!
- Nie.
Był bardzo silny. Nawet szarpanie nic nie dało.
Kiedy oddaliliśmy się na tyle, by nie było czuć kuszącej woni. Postawił mnie na ziemi. Byłam tak otumaniona, że nie trzymałam się na nogach. Od razu się zachwiałam.
- Uważaj- obiął ramionami, chroniąc przed upadkiem.
- Jesteś taki ciepły- mruknęłam.
- Wrr. Głupsza niż myślałem.
Oparł mnie o pobliskie drzewo.
- Nie odchodź, proszę- łzy stanęły mi w oczach. Nigdy się tak nie zachowuje. Moje słowa chyba jego też nieco zaskoczyły.
- Same kłopoty z tobą- siadł obok mnie, natychmiast położyłam głowę na jego ramieniu.
- Chyba nie jesteś taki zły, wiesz?
- Yhm..
- Lubię Cię, nawet bardzo- moje słowa były coraz cichsze. Zasypiałam
- A ja nie- mimo tych słów pogłaskał mnie po głowie.
- Trudno, zawsze tak jest, gdy kogoś kocham- odpłynęłam z jedną pojedynczą łzą na policzku. Nie wiedziałam, że chwilę później ktoś ją delikatnie wytarł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz