Spojrzał ma mnie krytycznym wzrokiem.
- Nieźle na tobie leży- powiedział, jakby od niechcenia, podchodząc do komody i wyciągając łuk.
- Pistoletów nie macie?- zapytałam z ironią, nim zdążyłam ugryźć się w język.
- Mamy, ale ciężko zdobyć na nie pozwolenie i jeszcze przerobić pod demony.
- Demony?!
- Yhm- potwierdził jakby było to coś całkowicie normalnego i oczywistego.
Gdy odwrócił się do mnie zobaczyłam w jego oczach iskierki rozbawienia, lecz wszystko inne pozostało bez zmian. Skierował się do wyjścia.
- Chyba nie myślisz strzelać po nocy, chyba że masz noktowizory.
- To nie ja będę strzelać... po nocy
- Ja? A jak ciebie trafie? Przecież nic nie widzę- stwierdziłam wychodząc z dębu.
- Zobaczysz.
Przystanęliśmy kilka metrów od domku.
- Napnij łuk- polecił
- Jak?- zapytałam- nigdy nie trzymałam w rękach takiej broni, jedyne co widziałam to na filmach o Indianach.
Nic nie mówiąc stanął za mną i objął mnie rękoma sięgając do łuku. Czułam na plecach jego klatkę piersiową unoszącą się przy każdym oddechu. Moją lewą rękę umieścił pośrodku łęczyska, tak by była wyprostowana. Nałożył strzałę i dwoma moimi palcami prawej ręki trzymając jednocześnie cięciwę i strzałę prostopadle ułożoną do drzewca napiął cięciwę.
- Trzymaj i wyceluj w drzewo z białą korą.
- Nie widzę go.
- Skup się.
Wytężyłam wzrok. Powoli rysy drzewa pojawiały mi się przed oczami, aż w końcu byłam w stanie dojrzeć każdy sęk. Strzeliłam, trafiając w sam środek jednego z nich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz