Gdy weszliśmy do dębu Eric położył mnie a łóżku, sam zaś zaczął przygotowywać jakiś eliksir. Płyn miał błękitno-zielony odcień.
- Masz, wypij to- powiedział podając mi gęstą substancję- postawi cię na nogi.
- Dziękuję- wypijając skrzywiłam się nieco, bo płyn palił gardło, ale po chwili poczułam przepływającą fale energii.
- A teraz powiedz mi, co tam się stało? Demony squalus nigdy nie spacerują tak blisko siedzib łowców. Są na to zbyt inteligentne i wolą rozkazywać pomniejszym demonom takim jak minuo.
- strzelałam z łuku, jak kazałeś, kiedy usłyszałam szepty...
- Zaraz, zaraz, szepty? Przecież demony nie szeptają.
- To znaczy szelest, przejęzyczyłam się. Odwróciłam się i zobaczyłam te cienie, akurat miałam strzałę nałożoną na cięciwę i strzeliłam. Wtedy padł pierwszy, drugi zaraz potem. Więcej strzał nie miałam, więc zaczęłam uciekać, upadłam. Dalszą część znasz.
- Hmm... podejrzane. Może lepiej zacząć od teorii... na razie.
- Musze wrócić do domu.
- Aaa, fakt. Ja też. Odprowadzę cię, dla bezpieczeństwa oczywiście.
- Yhm.
O dziwo odnalazłam drogę do domu i obyło się bez przykrych niespodzianek.