Ogłaszam przerwę. Wiem, że wcześniej robiłam samozwańcze przerwy, ale teraz was uprzedzam. Mam całą masę roboty i nie mam weny, więc... no, sami zrozumcie.
Pozdrawiam ;*
When you're down, you can start again
środa, 11 marca 2015
wtorek, 13 stycznia 2015
Why are you so wonderfull?
Ocknęłam się wraz z pierwszymi promieniami słońca. Wszystko mnie bolało. Szczególnie szyja. Chwila. To nie jest mój pokój. JESTEM W LESIE! OPARTA O RAMIE MELIORNA!!!!
- W końcu. Myślałem, że umarłaś na swoją wczorajszą głupotę.
Co? Wczoraj... O matko! Do stu piorunów, co ja narobiłam? To były demony valenga. Zwabiają ofiarę do swojego kręgu i ją pożerają, jak nie gorzej. Meliorn mnie uratował, przyniósł tu i... NIE powiedziałam, że go kocham. Nie kocham go! Chociaż? Nie, nie nie, to absurd. Ta rozmowa, ale ze mnie idiotka.
- To nie przypadek. One polowały na ciebie.
- Albo na ciebie.
- Siedzę tu od 120 lat, nigdy nie było takiego zamieszania.
- Że od ilu?
- Od 120 za niedługo będę miał 136, będę pełnoletni. Po waszemu skończę 17 lat.
- Czyli jeden rok u nas to osiem u was?
- Brawo, umiesz liczyć.
- Nie urodziłeś się tu?
- Nie będę odpowiadał na pytania jakiejś przygłupiej kobiety, która pcha się w pułapki demonów.
- Siedziałeś tu ze mną całą noc?
- Nie, połowę i tylko dlatego, że chciałem zapuścić korzenie pod tym drzewem. Spadam stąd.
- Dziękuję- powiedziałam, nawet jeżeli się nie odwrócił, wiedziałam, że słyszał. Z uśmiechem przygłupa, wróciłam do domu. Miałam jeszcze jakąś godzinę do budzika, więc wzięłam prysznic i zjadłam porządne śniadanie. W drodze do szkoły zdałam sobie sprawę, w jak poważnej sytuacji wczoraj byłam. Mogłam stracić życie. Nigdy nie ufaj słodkim zapachom!!! Meliorn... zrobił to z obowiązku, w końcu tak kazał mu ojciec. Pilnować mnie. Ehh... jeszcze Eric.
- W końcu. Myślałem, że umarłaś na swoją wczorajszą głupotę.
Co? Wczoraj... O matko! Do stu piorunów, co ja narobiłam? To były demony valenga. Zwabiają ofiarę do swojego kręgu i ją pożerają, jak nie gorzej. Meliorn mnie uratował, przyniósł tu i... NIE powiedziałam, że go kocham. Nie kocham go! Chociaż? Nie, nie nie, to absurd. Ta rozmowa, ale ze mnie idiotka.
- To nie przypadek. One polowały na ciebie.
- Albo na ciebie.
- Siedzę tu od 120 lat, nigdy nie było takiego zamieszania.
- Że od ilu?
- Od 120 za niedługo będę miał 136, będę pełnoletni. Po waszemu skończę 17 lat.
- Czyli jeden rok u nas to osiem u was?
- Brawo, umiesz liczyć.
- Nie urodziłeś się tu?
- Nie będę odpowiadał na pytania jakiejś przygłupiej kobiety, która pcha się w pułapki demonów.
- Siedziałeś tu ze mną całą noc?
- Nie, połowę i tylko dlatego, że chciałem zapuścić korzenie pod tym drzewem. Spadam stąd.
- Dziękuję- powiedziałam, nawet jeżeli się nie odwrócił, wiedziałam, że słyszał. Z uśmiechem przygłupa, wróciłam do domu. Miałam jeszcze jakąś godzinę do budzika, więc wzięłam prysznic i zjadłam porządne śniadanie. W drodze do szkoły zdałam sobie sprawę, w jak poważnej sytuacji wczoraj byłam. Mogłam stracić życie. Nigdy nie ufaj słodkim zapachom!!! Meliorn... zrobił to z obowiązku, w końcu tak kazał mu ojciec. Pilnować mnie. Ehh... jeszcze Eric.
poniedziałek, 29 grudnia 2014
I lost myself, but i love(?) you
- Możesz iść do domu- powiedział Eric, wychylając się z drzewa- od jutra uczysz się ze mną.
- Dobrze- miałam dosyć nazywania go mistrzem. Stracił w moich oczach.
W zamyśleniu pożegnałam się z Vanieloriną. Idąc ścieżką w stronę domu poczułam piękną woń kwiatów. Był taki cudny. Zawróciłam i poszłam w stronę źródła zapachu. W pewnym momencie wszystko wokół mnie zaczęło lśnić. Niebo, drzewa, trawa. Im mocniejszy był zapach tym wszystko jaśniej świeciło, pulsowało. Coś było nie tak, pamiętałam w księdze była o tym wzmianka, one kusiły i pożerały, ale to wszystko w umyśle jakoś umykało. Było mi tak błogo. Doszłam chyba do wschodniej części lasu. Piękne światła, kwiatowe girlandy, delikatna muzyka do której tańczyły powabne kuszące kobiety, chciałabym być taka piękna, jak one.
- Chodź do nas, a taka się staniesz. Częścią nas.
- Nie, ja nie powinnam...
- Widzimy w tonie naszą siostrę, chodź.
Już miałam przekroczyć lśniący krąg, trzymając za rękę jedną z tych powabnych kobiet, ale czyjeś ramie chwyciło mnie i pociągnęło do tyłu.
- Co robisz?- spytałam trochę gniewnym i rozmarzonym tonem- idę z nimi, też chcę zatańczyć.
- Grr... ludzie kobiety- to Meliorn, ale co tu robi?
- Chodź ze mną, pójdziemy razem.
- Nie, muszę Cię zabrać, jak najdalej stąd.
- Co? Czemu?- te panie są takie miłe, nic złego się nie stanie. Jak zatańczę stanę się piękniejsza, a te światła są takie kojące.
- Jak masz na imię?- zapytał książę.
- Niedorzeczność, jestem...- tu straciłam pewność siebie, jak się nazywam?
- No, właśnie. Idziemy.
Bez ceregieli przerzucił mnie przez ramię i ruszył w stronę, z której przyszłam.
- Nie odchodź, siostro- zawodziły panny
- Puść mnie!
- Nie.
Był bardzo silny. Nawet szarpanie nic nie dało.
Kiedy oddaliliśmy się na tyle, by nie było czuć kuszącej woni. Postawił mnie na ziemi. Byłam tak otumaniona, że nie trzymałam się na nogach. Od razu się zachwiałam.
- Uważaj- obiął ramionami, chroniąc przed upadkiem.
- Jesteś taki ciepły- mruknęłam.
- Wrr. Głupsza niż myślałem.
Oparł mnie o pobliskie drzewo.
- Nie odchodź, proszę- łzy stanęły mi w oczach. Nigdy się tak nie zachowuje. Moje słowa chyba jego też nieco zaskoczyły.
- Same kłopoty z tobą- siadł obok mnie, natychmiast położyłam głowę na jego ramieniu.
- Chyba nie jesteś taki zły, wiesz?
- Yhm..
- Lubię Cię, nawet bardzo- moje słowa były coraz cichsze. Zasypiałam
- A ja nie- mimo tych słów pogłaskał mnie po głowie.
- Trudno, zawsze tak jest, gdy kogoś kocham- odpłynęłam z jedną pojedynczą łzą na policzku. Nie wiedziałam, że chwilę później ktoś ją delikatnie wytarł.
- Dobrze- miałam dosyć nazywania go mistrzem. Stracił w moich oczach.
W zamyśleniu pożegnałam się z Vanieloriną. Idąc ścieżką w stronę domu poczułam piękną woń kwiatów. Był taki cudny. Zawróciłam i poszłam w stronę źródła zapachu. W pewnym momencie wszystko wokół mnie zaczęło lśnić. Niebo, drzewa, trawa. Im mocniejszy był zapach tym wszystko jaśniej świeciło, pulsowało. Coś było nie tak, pamiętałam w księdze była o tym wzmianka, one kusiły i pożerały, ale to wszystko w umyśle jakoś umykało. Było mi tak błogo. Doszłam chyba do wschodniej części lasu. Piękne światła, kwiatowe girlandy, delikatna muzyka do której tańczyły powabne kuszące kobiety, chciałabym być taka piękna, jak one.
- Chodź do nas, a taka się staniesz. Częścią nas.
- Nie, ja nie powinnam...
- Widzimy w tonie naszą siostrę, chodź.
Już miałam przekroczyć lśniący krąg, trzymając za rękę jedną z tych powabnych kobiet, ale czyjeś ramie chwyciło mnie i pociągnęło do tyłu.
- Co robisz?- spytałam trochę gniewnym i rozmarzonym tonem- idę z nimi, też chcę zatańczyć.
- Grr... ludzie kobiety- to Meliorn, ale co tu robi?
- Chodź ze mną, pójdziemy razem.
- Nie, muszę Cię zabrać, jak najdalej stąd.
- Co? Czemu?- te panie są takie miłe, nic złego się nie stanie. Jak zatańczę stanę się piękniejsza, a te światła są takie kojące.
- Jak masz na imię?- zapytał książę.
- Niedorzeczność, jestem...- tu straciłam pewność siebie, jak się nazywam?
- No, właśnie. Idziemy.
Bez ceregieli przerzucił mnie przez ramię i ruszył w stronę, z której przyszłam.
- Nie odchodź, siostro- zawodziły panny
- Puść mnie!
- Nie.
Był bardzo silny. Nawet szarpanie nic nie dało.
Kiedy oddaliliśmy się na tyle, by nie było czuć kuszącej woni. Postawił mnie na ziemi. Byłam tak otumaniona, że nie trzymałam się na nogach. Od razu się zachwiałam.
- Uważaj- obiął ramionami, chroniąc przed upadkiem.
- Jesteś taki ciepły- mruknęłam.
- Wrr. Głupsza niż myślałem.
Oparł mnie o pobliskie drzewo.
- Nie odchodź, proszę- łzy stanęły mi w oczach. Nigdy się tak nie zachowuje. Moje słowa chyba jego też nieco zaskoczyły.
- Same kłopoty z tobą- siadł obok mnie, natychmiast położyłam głowę na jego ramieniu.
- Chyba nie jesteś taki zły, wiesz?
- Yhm..
- Lubię Cię, nawet bardzo- moje słowa były coraz cichsze. Zasypiałam
- A ja nie- mimo tych słów pogłaskał mnie po głowie.
- Trudno, zawsze tak jest, gdy kogoś kocham- odpłynęłam z jedną pojedynczą łzą na policzku. Nie wiedziałam, że chwilę później ktoś ją delikatnie wytarł.
poniedziałek, 22 grudnia 2014
The monster is preparing to fight
Przez cały czas Eric siedział przy biurku i nawet nie wiem co robił. Ja wychodziłam i się uczyłam. Jednak, gdy Vanielorina przepytywała mnie ze skandynawskich demonów mój mistrz zawołał
- Maia! Chodź tu!
- O co może chodzić?
- Wiesz, teoretycznie zbliża się początek drugiego roku odkąd tu jesteś, powinien Cię przedstawić przełożonym.
- Tym złym?
- Maia!- zawołał ponownie chłopak.
- Można tak to ująć. Pamiętaj, nie ufaj nikomu.
- Dobrze.
Weszłam do środka. Eric stał przy lustrze, jednak ku mojemu zdziwieniu w lustrze zobaczyłam nie jego, a jakiegoś starszego mężczyznę. Miał około 40-stki. Włosy krótkie, postawione na jeża i mocno przyprószone siwizną. Nosił taki sam strój jak ja i Eric, chociaż miał więcej ozdobników.
- To jeden z głównych dowódców naszego szefa, Frank Diuck. Zajmuje się pobliskimi terenami. Zada Ci kilka pytań- skłonił się w stronę lustra i wyszedł.
- Siądź panno..
- Maia, maia smith
-... panno Maio. Jeżeli dobrze wiem jesteś tu od roku?
- Tak- coś mi nie pasowało w tonie głosu tego mężczyzny. Wzbudzał we mnie strach.
- Dużo się nauczyłaś?
- Umiem większość rzeczy zamieszczonych w tych dwóch książkach- wskazałam na podręczniki. Tak naprawdę to wiedziałam wszystko co było tam zamieszczone i jeszcze to co opowiadało drzewo.
- Eric to taki dobry nauczyciel?
- Sama się uczę.
- Dlaczego?
- Mój mistrz ma ważniejsze sprawy na głowie, nie wiem jakie, ale na pewno ma.
- Dobrze... Jakie umiejętności posiadasz?
"Tak, wydaje mi się, że moc ujawniła się zbyt wcześnie, będzie potężniejsza"
- Oprócz sokolego wzroku? Precyzję, sprawny skok, małe przyspieszenie- tu też kłamałam, oprócz tego elfi język i parę innych nadprogramowych mocy, po za tym rozmawiałam z Vanieloriną.
-Hmm...- moja odpowiedź go nie usatysfakcjonowała- słyszałem, że sama zabiłaś dwa demony.
- Jakbym zabiła te dwa, to by mistrz nie musiał zabijać trzeciego, czyż nie?- nie pytaj o oczy, nie pytaj o oczy, nie pytaj...
- Twierdziłaś, że te demony miały oczy.
'Glup'
- Demony mające oczy? Absurd, coś wtedy musiało mi się przywidzieć, byłam w szoku.
- Ah.. To chyba tyle. Bardzo miła i mądra z ciebie dziewczyna. Przyda na się ktoś taki. Za pół roku osobiście przyjadę na twój egzamin panienko maio.
"Egzamin?"
- Będę zaszczycona, Panie Diuck.
- Możesz odejść. Ericku,wejdź!-Minęłam mistrza w drzwiach.
- Pani Vanielorino, co mówią?
- Przyłóż ucho do pnia.
- Jestem panie.
- Masz się wziąć w garść. Za pół roku przyjadę z wizytą, by ją przeegzaminować!
- Tak panie
- W dodatku chyba trochę przesadziłeś mówiąc mi o tych jej "niezwykłych" zdolnościach!
- Byłem pewny...
- To to udowodnij!
W tym momencie wszystko zamilkło.
- Maia! Chodź tu!
- O co może chodzić?
- Wiesz, teoretycznie zbliża się początek drugiego roku odkąd tu jesteś, powinien Cię przedstawić przełożonym.
- Tym złym?
- Maia!- zawołał ponownie chłopak.
- Można tak to ująć. Pamiętaj, nie ufaj nikomu.
- Dobrze.
Weszłam do środka. Eric stał przy lustrze, jednak ku mojemu zdziwieniu w lustrze zobaczyłam nie jego, a jakiegoś starszego mężczyznę. Miał około 40-stki. Włosy krótkie, postawione na jeża i mocno przyprószone siwizną. Nosił taki sam strój jak ja i Eric, chociaż miał więcej ozdobników.
- To jeden z głównych dowódców naszego szefa, Frank Diuck. Zajmuje się pobliskimi terenami. Zada Ci kilka pytań- skłonił się w stronę lustra i wyszedł.
- Siądź panno..
- Maia, maia smith
-... panno Maio. Jeżeli dobrze wiem jesteś tu od roku?
- Tak- coś mi nie pasowało w tonie głosu tego mężczyzny. Wzbudzał we mnie strach.
- Dużo się nauczyłaś?
- Umiem większość rzeczy zamieszczonych w tych dwóch książkach- wskazałam na podręczniki. Tak naprawdę to wiedziałam wszystko co było tam zamieszczone i jeszcze to co opowiadało drzewo.
- Eric to taki dobry nauczyciel?
- Sama się uczę.
- Dlaczego?
- Mój mistrz ma ważniejsze sprawy na głowie, nie wiem jakie, ale na pewno ma.
- Dobrze... Jakie umiejętności posiadasz?
"Tak, wydaje mi się, że moc ujawniła się zbyt wcześnie, będzie potężniejsza"
- Oprócz sokolego wzroku? Precyzję, sprawny skok, małe przyspieszenie- tu też kłamałam, oprócz tego elfi język i parę innych nadprogramowych mocy, po za tym rozmawiałam z Vanieloriną.
-Hmm...- moja odpowiedź go nie usatysfakcjonowała- słyszałem, że sama zabiłaś dwa demony.
- Jakbym zabiła te dwa, to by mistrz nie musiał zabijać trzeciego, czyż nie?- nie pytaj o oczy, nie pytaj o oczy, nie pytaj...
- Twierdziłaś, że te demony miały oczy.
'Glup'
- Demony mające oczy? Absurd, coś wtedy musiało mi się przywidzieć, byłam w szoku.
- Ah.. To chyba tyle. Bardzo miła i mądra z ciebie dziewczyna. Przyda na się ktoś taki. Za pół roku osobiście przyjadę na twój egzamin panienko maio.
"Egzamin?"
- Będę zaszczycona, Panie Diuck.
- Możesz odejść. Ericku,wejdź!-Minęłam mistrza w drzwiach.
- Pani Vanielorino, co mówią?
- Przyłóż ucho do pnia.
- Jestem panie.
- Masz się wziąć w garść. Za pół roku przyjadę z wizytą, by ją przeegzaminować!
- Tak panie
- W dodatku chyba trochę przesadziłeś mówiąc mi o tych jej "niezwykłych" zdolnościach!
- Byłem pewny...
- To to udowodnij!
W tym momencie wszystko zamilkło.
niedziela, 21 grudnia 2014
I don't know are you good or bad?
Noc. W bazie
- Nie byłeś łaskaw mi o tym powiedzieć?!
- Nie
- Specjalnie wybrałeś tą szkołę?
- Tak
- Idiota
Eric zerwał się i jednym susem doskoczył do mnie przygważdżając do ściany. Ręką na tyle mocno ściskał moje gardło, że nie mogłam oddychać. Jego twarz była niebezpiecznie blisko mojej.
- Nie pozwolę siebie obrażać. Nawet jeżeli jesteś moją rówieśniczką i kobietą to nic nie zmienia. Jestem twoim mistrzem, czy tego chcesz czy nie.
Gdy mnie puścił upadłam na kolana. Byłam przerażona. Nigdy nie widziałam go tak zdenerwowanego. Bliska łez wyszłam z pomieszczenia na zewnątrz.
- Pani Vanielorino, słyszałaś? Czemu się tak zachował?
- Odkąd umarła twoja babcia stracił poczucie humoru. Jest bardzo wrażliwy i przy okazji sfrustrowany tym, że jest sam i chyba też sytuacją rodzinną.
- To znaczy?
- Twoja babka była dla niego wielkim autorytetem, jakiś czas temu w jego domu rodzice zaczęli się kłócić i Konstancja wspierała go, udzielała rad. Kiedy jej zabrakło..No cóż, wiadomo.
-Ah... Jak mam mu pomóc?
- Czas. Każdy potrzebuje czasu, by wyleczyć złamane serce.
- Mogłabyś mnie nauczyć czegoś, nie chcę mu przeszkadzać, a Pani pewnie słyszała i widziała więcej niż bym przypuszczała.
- Dobrze. Tylko przynieś księgę walki i księgę magicznych stworzeń.
- Yhm.
Cicho wślizgnęłam się do wnętrza drzewa. Eric siedział tyłem do drzwi tak, jak przy naszym pierwszym spotkaniu. Ostrożnie podeszłam do komody. Wyjęłam księgi i już miałam wychodzić, gdy usłyszałam.
- Nie odchodź daleko. Ktoś mógłby je ukraść.
- Tak mistrzu- nie zamierzam więcej mu dawać powodów do gniewu.
Tak jak Vanielorina obiecała rozpoczęłam naukę pod jej liśćmi. Usłyszałam wiele inspirujących i pouczających historii, które potem wspólnie porównywałyśmy do treści książek. Opisywała bitwy, gdy ćwiczyłam władanie bronią, poprawiała minie porównując do łowcy, który przez taki błąd zginął. Nauczyłam się wtedy dużo więcej niż gdybym siedziała obok mistrza. Czasem opisywałyśmy, jak sobie siebie nawzajem wyobrażamy, ja: ją jako człowieka, ona: mnie jako drzewo. To był bardzo miły czas. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy.
- Nie byłeś łaskaw mi o tym powiedzieć?!
- Nie
- Specjalnie wybrałeś tą szkołę?
- Tak
- Idiota
Eric zerwał się i jednym susem doskoczył do mnie przygważdżając do ściany. Ręką na tyle mocno ściskał moje gardło, że nie mogłam oddychać. Jego twarz była niebezpiecznie blisko mojej.
- Nie pozwolę siebie obrażać. Nawet jeżeli jesteś moją rówieśniczką i kobietą to nic nie zmienia. Jestem twoim mistrzem, czy tego chcesz czy nie.
Gdy mnie puścił upadłam na kolana. Byłam przerażona. Nigdy nie widziałam go tak zdenerwowanego. Bliska łez wyszłam z pomieszczenia na zewnątrz.
- Pani Vanielorino, słyszałaś? Czemu się tak zachował?
- Odkąd umarła twoja babcia stracił poczucie humoru. Jest bardzo wrażliwy i przy okazji sfrustrowany tym, że jest sam i chyba też sytuacją rodzinną.
- To znaczy?
- Twoja babka była dla niego wielkim autorytetem, jakiś czas temu w jego domu rodzice zaczęli się kłócić i Konstancja wspierała go, udzielała rad. Kiedy jej zabrakło..No cóż, wiadomo.
-Ah... Jak mam mu pomóc?
- Czas. Każdy potrzebuje czasu, by wyleczyć złamane serce.
- Mogłabyś mnie nauczyć czegoś, nie chcę mu przeszkadzać, a Pani pewnie słyszała i widziała więcej niż bym przypuszczała.
- Dobrze. Tylko przynieś księgę walki i księgę magicznych stworzeń.
- Yhm.
Cicho wślizgnęłam się do wnętrza drzewa. Eric siedział tyłem do drzwi tak, jak przy naszym pierwszym spotkaniu. Ostrożnie podeszłam do komody. Wyjęłam księgi i już miałam wychodzić, gdy usłyszałam.
- Nie odchodź daleko. Ktoś mógłby je ukraść.
- Tak mistrzu- nie zamierzam więcej mu dawać powodów do gniewu.
Tak jak Vanielorina obiecała rozpoczęłam naukę pod jej liśćmi. Usłyszałam wiele inspirujących i pouczających historii, które potem wspólnie porównywałyśmy do treści książek. Opisywała bitwy, gdy ćwiczyłam władanie bronią, poprawiała minie porównując do łowcy, który przez taki błąd zginął. Nauczyłam się wtedy dużo więcej niż gdybym siedziała obok mistrza. Czasem opisywałyśmy, jak sobie siebie nawzajem wyobrażamy, ja: ją jako człowieka, ona: mnie jako drzewo. To był bardzo miły czas. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy.
niedziela, 14 grudnia 2014
Show me your true face!
Książę bez słowa zaprowadził mnie pod Vanielorine i bez słowa odszedł. Weszłam do drzewa. W środku nie było nikogo. W ciemnym pomieszczeniu dojrzałam tylko kartkę na stoliku. Gdy zapaliłam światło zobaczyłam wąskie i pochyłe pismo Erica.
Wyszedłem, żeby z Tobą jeszcze raz porozmawiać, ale gdzieś zniknęłaś. Jeżeli Cię czymś uraziłem, to wiedz, że nie chciałem.
PS.:Wróciłem już do domu.
- Nawet jakbym zniknęła na tydzień to byś nie zauważył- rozżalona mruknęłam do siebie, zgniatając kartkę.
Wyszedłem, żeby z Tobą jeszcze raz porozmawiać, ale gdzieś zniknęłaś. Jeżeli Cię czymś uraziłem, to wiedz, że nie chciałem.
PS.:Wróciłem już do domu.
- Nawet jakbym zniknęła na tydzień to byś nie zauważył- rozżalona mruknęłam do siebie, zgniatając kartkę.
***
Następnego dnia, w szkole...
Własnym oczom nie wierzę!
- Przedstawiam wam nowego ucznia, Erica Northa. Przeniósł się do nas z powodu przeprowadzki rodziców. Będzie uczęszczał do drugiej "c"
Eric! Jak?! Nie, to nie może być przypadek.
Na przerwie od razu do niego podeszłam, uprzednio przepychając się przez tłum dziewczyn.
-Co ty tu robisz? Nawet mi nie powiedziałeś, że się przenosisz!
-Nie miałem okazji. Dzisiaj..., to znaczy wczoraj tak nagle zniknęłaś- uśmiechnął się zawadiacko.
Nie poznawałam go, to ten sam, miły i trochę zmartwiony chłopak?!
- Znasz go?- zapytała jakaś starsza dziewczyna.
- Nie określiłabym tego tak- z powrotem przecisnęłam się przez tłum świeżych fanek.
Przez cały dzień Eric był w centrum uwagi. Wiadomo. Tajemniczy, wysoki, przystojny i o dwóch różnych tęczówkach. Co ciekawe, ja sama, byłam w tym dniu, jak diabeł tasmański. Nikogo do siebie nie dopuściłam.
środa, 10 grudnia 2014
I'm free
W tym momencie nadbiegł rozjuszony Meliorn. Cały wręcz kipiał mocą. Gdy zobaczył klęczącą mnie, nie rozpoznał łowczyni.
- Co tak kobieta tu robi? One nie mają wstępu do...
- Zmilcz- rzekł król surowym tonem- nie widzisz, że ona nie jest jedną z nas?
Podniosłam głowę. Gdy zobaczyłam wyprowadzonego z równowagi księcia, który wcześnie wydawał się oazą spokoju o mały włos nie wybuchnęłam śmiechem. Wiedząc jednak, że tu chodzi o moje życie powstrzymałam się.
- Na początek wytłumacz, czemu wyglądasz i mówisz jak duch leśny- tu król zwrócił się do mnie.
- Najjaśniejszy panie, to że mówię w waszym języku jest zwykłym przypadkiem. Śmiem sądzić, że moje moce znacznie odbiegają od standardów do jakich przyzwyczajeni są nocni. Zaś ten wygląd jest wynikiem innej, demonicznej magii- na dźwięk słowa "demonicznej magii" król zmarszczył brwi- to znaczy tak sądzę. Pierwszej nocy w lesie zabiłam dwa z trzech demonów, które mnie zaatakowały. Nikt jednak nie widział ich "oczu", które nie rozpłynęły się wraz ze śmiercią demonów. Zebrałam je i schowałam. Kiedy pański syn mnie tu uwięził chciałam się wydostać, ale magia nie działała. Szczęśliwym trafem uwolniłam magię tych kryształków i wypowiedziałam życzenie o wydostaniu się stąd. Nic więcej nie wiem.
- Doceniam twoją szczerość. To co powiedziałaś faktycznie wydaje mi się niepokojące. Obiecuję, że to co tutaj usłyszeliśmy nie ujrzy światła dziennego bez twojej zgody. Jednak ostrzegam Cię. Nie wspominaj gdzie byłaś i nie używaj naszego języka wobec obcych. Meliorn będzie Cię pilnował podczas twoich nocnych wizyt.
-Coo?!- oburzył się Meliorn.
- Synu, przecież wiesz... twoje umiejętności są już na tyle rozwinięte, że możesz ochronić nie tylko siebie.
-Ale...
- Bez dyskusji. Teraz weź ją i zaprowadź tam, skąd zabrałeś.
-Wstawaj, idziemy- Meliorn nie oglądając się wyszedł z lochów.
Posłusznie, z cieniem uśmiechu na ustach podążyłam za nim.
- Co tak kobieta tu robi? One nie mają wstępu do...
- Zmilcz- rzekł król surowym tonem- nie widzisz, że ona nie jest jedną z nas?
Podniosłam głowę. Gdy zobaczyłam wyprowadzonego z równowagi księcia, który wcześnie wydawał się oazą spokoju o mały włos nie wybuchnęłam śmiechem. Wiedząc jednak, że tu chodzi o moje życie powstrzymałam się.
- Na początek wytłumacz, czemu wyglądasz i mówisz jak duch leśny- tu król zwrócił się do mnie.
- Najjaśniejszy panie, to że mówię w waszym języku jest zwykłym przypadkiem. Śmiem sądzić, że moje moce znacznie odbiegają od standardów do jakich przyzwyczajeni są nocni. Zaś ten wygląd jest wynikiem innej, demonicznej magii- na dźwięk słowa "demonicznej magii" król zmarszczył brwi- to znaczy tak sądzę. Pierwszej nocy w lesie zabiłam dwa z trzech demonów, które mnie zaatakowały. Nikt jednak nie widział ich "oczu", które nie rozpłynęły się wraz ze śmiercią demonów. Zebrałam je i schowałam. Kiedy pański syn mnie tu uwięził chciałam się wydostać, ale magia nie działała. Szczęśliwym trafem uwolniłam magię tych kryształków i wypowiedziałam życzenie o wydostaniu się stąd. Nic więcej nie wiem.
- Doceniam twoją szczerość. To co powiedziałaś faktycznie wydaje mi się niepokojące. Obiecuję, że to co tutaj usłyszeliśmy nie ujrzy światła dziennego bez twojej zgody. Jednak ostrzegam Cię. Nie wspominaj gdzie byłaś i nie używaj naszego języka wobec obcych. Meliorn będzie Cię pilnował podczas twoich nocnych wizyt.
-Coo?!- oburzył się Meliorn.
- Synu, przecież wiesz... twoje umiejętności są już na tyle rozwinięte, że możesz ochronić nie tylko siebie.
-Ale...
- Bez dyskusji. Teraz weź ją i zaprowadź tam, skąd zabrałeś.
-Wstawaj, idziemy- Meliorn nie oglądając się wyszedł z lochów.
Posłusznie, z cieniem uśmiechu na ustach podążyłam za nim.
Subskrybuj:
Posty (Atom)