niedziela, 21 grudnia 2014

I don't know are you good or bad?

Noc. W bazie
- Nie byłeś łaskaw mi o tym powiedzieć?!
- Nie
- Specjalnie wybrałeś tą szkołę?
- Tak
- Idiota
Eric zerwał się i jednym susem doskoczył do mnie przygważdżając do ściany. Ręką na tyle mocno ściskał moje gardło, że nie mogłam oddychać. Jego twarz była niebezpiecznie blisko mojej.
- Nie pozwolę siebie obrażać. Nawet jeżeli jesteś moją rówieśniczką i kobietą to nic nie zmienia. Jestem twoim mistrzem, czy tego chcesz czy nie.
Gdy mnie puścił upadłam na kolana. Byłam przerażona. Nigdy nie widziałam go tak zdenerwowanego. Bliska łez wyszłam z pomieszczenia na zewnątrz.
- Pani Vanielorino, słyszałaś? Czemu się tak zachował?
-  Odkąd umarła twoja babcia stracił poczucie humoru. Jest bardzo wrażliwy i przy okazji sfrustrowany tym, że jest sam i chyba też sytuacją rodzinną.
- To znaczy?
- Twoja babka była dla niego wielkim autorytetem, jakiś czas temu w jego domu rodzice zaczęli się kłócić i Konstancja wspierała go, udzielała rad. Kiedy jej zabrakło..No cóż, wiadomo.
-Ah... Jak mam mu pomóc?
- Czas. Każdy potrzebuje czasu, by wyleczyć złamane serce.
- Mogłabyś mnie nauczyć czegoś, nie chcę mu przeszkadzać, a Pani pewnie słyszała i widziała więcej niż bym przypuszczała.
- Dobrze. Tylko przynieś księgę walki i księgę magicznych stworzeń.
- Yhm.
Cicho wślizgnęłam się do wnętrza drzewa. Eric siedział tyłem do drzwi tak, jak przy naszym pierwszym spotkaniu. Ostrożnie podeszłam do komody. Wyjęłam księgi i już miałam wychodzić, gdy usłyszałam.
- Nie odchodź daleko. Ktoś mógłby je ukraść.
- Tak mistrzu- nie zamierzam więcej mu dawać powodów do gniewu.
Tak jak Vanielorina obiecała rozpoczęłam naukę pod jej liśćmi. Usłyszałam wiele inspirujących i pouczających historii, które potem wspólnie porównywałyśmy do treści książek. Opisywała bitwy, gdy ćwiczyłam władanie bronią, poprawiała minie porównując do łowcy, który przez taki błąd zginął. Nauczyłam się wtedy dużo więcej niż gdybym siedziała obok  mistrza. Czasem opisywałyśmy, jak sobie siebie nawzajem wyobrażamy, ja: ją jako człowieka, ona: mnie jako drzewo. To był bardzo miły czas. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz