środa, 19 marca 2014

Start talking with moon

W szkole wszystko wydawało się takie nudne. Myśl, że wiem o demonach, że jestem łowcą, a inni nie wiedzą doprowadzała mnie do szału. To cudowne, przez prawie wszystkie lekcje marzyłam jakie moce mogę zdobyć. Jednak bałam się, o co chodziło tym demonom? Jaka "Pani"? I o czym rozmawiał Eric z tym kimś? Dlaczego nie słyszał szeptów demonów? W tym momencie przypomniałam sobie o oczach cieni te iskierki, pewnie nadal leżą w lesie. Warto im się bliżej przyjrzeć. Chyba...

Nie mogłam się doczekać spotkania z Erickiem. Zadurzyłam się? Zakochałam? Ciągle tylko pytania, brak odpowiedz. Tuż po wyłączeniu w domu świateł ubrałam strój łowcy cieni, otworzyłam drzwi balkonowe, wspięłam się na barierkę (z której kiedyś groziłam, że skoczę i się zabiję :( ) puściłam się, miękko lądując na ziemi.
- Wiedziałam, że się uda. Wiem, że stać mnie na więcej- uśmiechnęłam się. Z każdą chwilą czułam jak w środku rośnie ta moc, nieograniczona. Pewnym krokiem szłam przez las, nic mnie nie zaniepokoiło. Nocne zwierzęta niczym nie spłoszone grały w ciemności swoje piosenki. Doszłam do miejsca mojego pierwszego spotkania z squalusami i rzeczywiście w trawie leżały połyskujące perełki, dwie pary.

- Jakie piękne- obracałam je w dłoniach, były ciepłe. Miały moc ani dobrą, ani złą, tylko czystą. Graniczącą, w zależności od właściciela, tak czułam. Instynkt, szósty zmysł.
- Co jest takie piękne? trawa?- usłyszałam za sobą męski głos. Gwałtownie się obróciłam. Za mną stał wysoki szczupły blondyn, o orzechowych oczach z zielonymi obwódkami, przywodził na myśl leśnego strażnika. Poświata księżyca tworzyła wokół niego tajemniczą aurę.
- Kim jesteś?- zapytałam
- Wy wszyscy ludzie zawsze tak samo "kim jesteś? Ki diabeł Cię przysłał?", a "dobry wieczór" to gdzie? Usnął sobie na leśnym mchu?
-(jakie słownictwo, na pewno gościu tu żyje) Dobry wieczór mówię do znajomych, a nie obłąkańców co się po lesie plączą.
- Teraz to ja jestem obłąkany, tak? Problem w tym, że jestem leśnym duszkiem, a TY człowiekiem, wiec to raczej TY jesteś obłąkana.
- Szkolę się na nocnego łowcę.
- Kira aba mir itnusum. Danada trabakir tun sum- usłyszałam zdanie, ale mimo innego języka je zrozumiałam, brzmiało mniej więcej tak: Następny nocny, masakra. Ranią drzewa i depczą rosę poranną.
- Staram się wrócić do domu nim rosa osiądzie, a co do drzew to mogę zrobić tarcze do strzelania- chłopak spojrzał na mnie prawie przerażonym wzrokiem
- Ty... Mnie rozumiesz?
- No, raczej
- Maia!- usłyszałam Erica.
- To niemożliwe -powiedział leśny chłopak i zniknął
- Zaczekaj- wyciągnęłam rękę w pustkę.
- Z kim rozmawiałaś?- spytał się nadbiegający Eric.
- Z nikim- schowałam rękę z perełkami za plecami- Chodźmy do domku.
Gdy byłam blisko dębu, usłyszałam glos
- Od północnej strony gryzie mnie coś, proszę sprawdź to.
- Kto mówi?- zapytałam ignorując zdziwione spojrzenie Erica
- Vanielorina, dąb w którym mieszkacie.
- Jak ty żyjesz tak wydrążona?
- Magia, tylko proszę sprawdź, co mnie gryzie.
-Jasne, Eric gdzie północ.
Chłopak bez wahania wskazał ręką w lewo. Podeszłam tam i przyjrzałam się uważnie korzeniom. Faktycznie, siedziała tam mała mysz polna. Wzięłam ją na ręce i zanosłam kawałek dalej.
-Dziękuję- powiedziała Vanielorina- jestem ci winna przysługę. Wiesz mi, niejedno widziałam. Gdybyś potrzebowała rady, przyjdź do mnie.
-Cała przyjemność po mojej stronie. Dziękuję za pozwolenie- lekko się skłoniłam w stronę drzewa.
- Czy... ty... rozmawiałaś z drzewem?
-Nie mów mu, to dobry chłopak, ale ci którym ufa mają mroczne serca- usłyszałam głos drzewa.
- Nie, czasem tak sobie gadam do siebie.
Weszliśmy do bazy.
- Mogłabym pożyczyć jedną z fiolek?- wskazałam na szawkę z flakonikami.
- Tak, jasne- zgodził się, zdejmując jedną pustą z półki. Niepostrzeżenie wrzuciłam tam oczy demonów.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz