-,,pewnie z powodu żałoby''- pomyślałam. Ku mojemu przerażeniu chłopak nagle, gwałtownie się odwrócił i zamachnął się sztyletem w moją stronę. Instynktownie złożyłam ręce jak do modlitwy w ostatniej chwili łapiąc sztylet za ostrze. Nim zdążyłam cokolwiek temu szaleńcowi powiedzieć, on z rezygnacją opadł na krzesło i podparł ręką głowę.
- Przepraszam ostatnio jestem nieco przeczulony. Jesteś Maia, prawda? Najstarsza córka, najstarszej córki, najstarszej córki?- uśmiechnął się słabo. Pod oczami miał cienie. Dopiero teraz zauważyła, że jedno oko ma połyskująco granatowe, a drugie prawie czarnym odcieniem brązu.
- Konstancja była dobrą kobietą, moją mistrzynią- miał na myśli moją babcię- zostawiła ci list?
- Tak, niewiele w nim napisała. Podejrzewam, że jesteś Eric? Babcia zapewniała mnie, iż mogę tobie zaufać.
Wstał. Podszedł do komody i wyjął czarne zawiniątko.
- Masz, włóż to - i wskazał na niepozorne drzwi niedaleko łóżka.
- Yhm, jasne- kierując się w stronę drzwi.
W środku było bardzo ciasno. Pod jedną ze ścian płyną strumyk, w jednym kącie deska z dziurą, w drugim prymitywny prysznic. Ponad to mała półeczka na ręczniki ubrania i mydełko. Czarne zawiniątko okazało się elastycznym, delikatnym, lecz mocnym i wiatroszczelnym kombinezonem z mnóstwem dyskretnych kieszonek. Zdjęłam dotychczasowe ubranie i założyłam strój, jakby szyty na miarę. Dodatkowo nie wydawał żadnego dźwięku szurania czy szeleszczenia. Buty, wysokie o podeszwie z materiału czy skóry przypominającej smocze łuski, również pasowały.
- Tak, wydaje mi się, że moc ujawniła się zbyt wcześnie, będzie potężniejsza- usłyszałam za drzwiami głos chłopaka- Kiedy?- czyiś głos odpowiedział i usłyszałam jego potwierdzenie. Później wszystko ucichło.
Wyszłam pogrążona w zadumie ,,z kim rozmawiał? Jak? Czy o mnie? Co to znaczy?", wolałam się jednak nie pytać. Za dużo naczytałam się powieści fantastycznych i bałam się jego odpowiedzi, czy raczej reakcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz