Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że cały czas wstrzymywałam oddech.
- Jeszcze raz- zażądał Eric.
Sięgnęłam nieco niezgrabnie do kołczanu, wyciągając strzałę i męcząc się trochę z poprawnym ustawieniem jej. Naciągnęłam i znów wycelowałam w sęk, tym razem nie trafiłam.
- Strzelaj dopóki nie skończą ci się strzały- powiedział ciemnowłosy chłopak i poszedł do domku.
Wystrzeliłam jeszcze kilka strzał. ,,Chyba śnisz, nie chce mi się tyle strzelać" pomyślałam. Wyciągnęłam dwie strzały zakończone pięknymi lotkami nałożyłam je i wystrzeliłam. ,,Całkiem nieźle mi idzie" stwierdziłam. Potem wystrzeliłam trzy, ale to nie był mój poziom, więc wróciłam do jednej czasem dwóch strzał. Kołczan wydawał się nie mieć końca. Kiedy w końcu wyciągałam przedostatnią strzałę usłyszałam cichy, świszczący i złowieszczy szept.
- too ta noowaa, szszszybko ssię z nią roozprrawimyy. Paanii będziiee zadowoolonaa. Taak, wróóg ussunięty- posłyszałam tuż za sobą.
Zastygłam w bezruchu. ,,Mam tylko dwie strzały i w dodatku nie wiem czy uda mi się trafić" myślałam gorączkowo. Musiałam szybko zareagować, bo czułam, że te straszne stwory zaraz zaatakują. Zrobiłam jeden krok naprzód i odwróciłam się szukając celu. Faktycznie niedaleko stały trzy stwory. Czarne jak smoła cienie z dwoma jasnymi punkcikami zamiast oczu, pyski wypełnione kłami jak u rekina. Cicho krzyknęłam, jednak na tyle głośno, by potwory zorientowały się, że je zauważyłam. Ręka z napiętą cięciwą zadrżała, gdy stwory ruszyły do ataku. Mimo strachu uniosłam łuk celując grotem w najbliższy cień, strzała utkwiła w jego piersi, pojaśniała, a zraniona istota rozpłynęła się w powietrzu. Na ziemię upadły dwie małe iskierki, jego oczy. Szybko, już pewniej wystrzeliłam drugą strzałę. Padł drugi cień. Już bez broni zaczęłam uciekać, lecz cień był szybszy. Powalił mnie, krzyknęłam o pomoc. ,,Eric, proszę, pomóż. Eric" pomyślałam, gdy stwór już rozwarł szczęki z zamiarem zabicia mnie. Nagle jego paszcza zamknęła się, znikając w cieniu drzew. Oszołomiona leżałam na ziemi, nic nie widząc, jedynie czerń. Dopiero po chwili adrenalina opadła i zobaczyłam Erica trzymającego mnie na kolanach.
- Nic ci nie jest?- zapytał się ze źle ukrywaną troską.
- Nie, chyba nic- trzęsłam się cała.
Próbowałam wstać, ale nogi uginały się pode mną. Chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do chatki.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
sobota, 25 stycznia 2014
Shadow's took the light
Spojrzał ma mnie krytycznym wzrokiem.
- Nieźle na tobie leży- powiedział, jakby od niechcenia, podchodząc do komody i wyciągając łuk.
- Pistoletów nie macie?- zapytałam z ironią, nim zdążyłam ugryźć się w język.
- Mamy, ale ciężko zdobyć na nie pozwolenie i jeszcze przerobić pod demony.
- Demony?!
- Yhm- potwierdził jakby było to coś całkowicie normalnego i oczywistego.
Gdy odwrócił się do mnie zobaczyłam w jego oczach iskierki rozbawienia, lecz wszystko inne pozostało bez zmian. Skierował się do wyjścia.
- Chyba nie myślisz strzelać po nocy, chyba że masz noktowizory.
- To nie ja będę strzelać... po nocy
- Ja? A jak ciebie trafie? Przecież nic nie widzę- stwierdziłam wychodząc z dębu.
- Zobaczysz.
Przystanęliśmy kilka metrów od domku.
- Napnij łuk- polecił
- Jak?- zapytałam- nigdy nie trzymałam w rękach takiej broni, jedyne co widziałam to na filmach o Indianach.
Nic nie mówiąc stanął za mną i objął mnie rękoma sięgając do łuku. Czułam na plecach jego klatkę piersiową unoszącą się przy każdym oddechu. Moją lewą rękę umieścił pośrodku łęczyska, tak by była wyprostowana. Nałożył strzałę i dwoma moimi palcami prawej ręki trzymając jednocześnie cięciwę i strzałę prostopadle ułożoną do drzewca napiął cięciwę.
- Trzymaj i wyceluj w drzewo z białą korą.
- Nie widzę go.
- Skup się.
Wytężyłam wzrok. Powoli rysy drzewa pojawiały mi się przed oczami, aż w końcu byłam w stanie dojrzeć każdy sęk. Strzeliłam, trafiając w sam środek jednego z nich.
- Nieźle na tobie leży- powiedział, jakby od niechcenia, podchodząc do komody i wyciągając łuk.
- Pistoletów nie macie?- zapytałam z ironią, nim zdążyłam ugryźć się w język.
- Mamy, ale ciężko zdobyć na nie pozwolenie i jeszcze przerobić pod demony.
- Demony?!
- Yhm- potwierdził jakby było to coś całkowicie normalnego i oczywistego.
Gdy odwrócił się do mnie zobaczyłam w jego oczach iskierki rozbawienia, lecz wszystko inne pozostało bez zmian. Skierował się do wyjścia.
- Chyba nie myślisz strzelać po nocy, chyba że masz noktowizory.
- To nie ja będę strzelać... po nocy
- Ja? A jak ciebie trafie? Przecież nic nie widzę- stwierdziłam wychodząc z dębu.
- Zobaczysz.
Przystanęliśmy kilka metrów od domku.
- Napnij łuk- polecił
- Jak?- zapytałam- nigdy nie trzymałam w rękach takiej broni, jedyne co widziałam to na filmach o Indianach.
Nic nie mówiąc stanął za mną i objął mnie rękoma sięgając do łuku. Czułam na plecach jego klatkę piersiową unoszącą się przy każdym oddechu. Moją lewą rękę umieścił pośrodku łęczyska, tak by była wyprostowana. Nałożył strzałę i dwoma moimi palcami prawej ręki trzymając jednocześnie cięciwę i strzałę prostopadle ułożoną do drzewca napiął cięciwę.
- Trzymaj i wyceluj w drzewo z białą korą.
- Nie widzę go.
- Skup się.
Wytężyłam wzrok. Powoli rysy drzewa pojawiały mi się przed oczami, aż w końcu byłam w stanie dojrzeć każdy sęk. Strzeliłam, trafiając w sam środek jednego z nich.
czwartek, 23 stycznia 2014
Maybe I can live without
-,,pewnie z powodu żałoby''- pomyślałam. Ku mojemu przerażeniu chłopak nagle, gwałtownie się odwrócił i zamachnął się sztyletem w moją stronę. Instynktownie złożyłam ręce jak do modlitwy w ostatniej chwili łapiąc sztylet za ostrze. Nim zdążyłam cokolwiek temu szaleńcowi powiedzieć, on z rezygnacją opadł na krzesło i podparł ręką głowę.
- Przepraszam ostatnio jestem nieco przeczulony. Jesteś Maia, prawda? Najstarsza córka, najstarszej córki, najstarszej córki?- uśmiechnął się słabo. Pod oczami miał cienie. Dopiero teraz zauważyła, że jedno oko ma połyskująco granatowe, a drugie prawie czarnym odcieniem brązu.
- Konstancja była dobrą kobietą, moją mistrzynią- miał na myśli moją babcię- zostawiła ci list?
- Tak, niewiele w nim napisała. Podejrzewam, że jesteś Eric? Babcia zapewniała mnie, iż mogę tobie zaufać.
Wstał. Podszedł do komody i wyjął czarne zawiniątko.
- Masz, włóż to - i wskazał na niepozorne drzwi niedaleko łóżka.
- Yhm, jasne- kierując się w stronę drzwi.
W środku było bardzo ciasno. Pod jedną ze ścian płyną strumyk, w jednym kącie deska z dziurą, w drugim prymitywny prysznic. Ponad to mała półeczka na ręczniki ubrania i mydełko. Czarne zawiniątko okazało się elastycznym, delikatnym, lecz mocnym i wiatroszczelnym kombinezonem z mnóstwem dyskretnych kieszonek. Zdjęłam dotychczasowe ubranie i założyłam strój, jakby szyty na miarę. Dodatkowo nie wydawał żadnego dźwięku szurania czy szeleszczenia. Buty, wysokie o podeszwie z materiału czy skóry przypominającej smocze łuski, również pasowały.
- Tak, wydaje mi się, że moc ujawniła się zbyt wcześnie, będzie potężniejsza- usłyszałam za drzwiami głos chłopaka- Kiedy?- czyiś głos odpowiedział i usłyszałam jego potwierdzenie. Później wszystko ucichło.
Wyszłam pogrążona w zadumie ,,z kim rozmawiał? Jak? Czy o mnie? Co to znaczy?", wolałam się jednak nie pytać. Za dużo naczytałam się powieści fantastycznych i bałam się jego odpowiedzi, czy raczej reakcji.
- Przepraszam ostatnio jestem nieco przeczulony. Jesteś Maia, prawda? Najstarsza córka, najstarszej córki, najstarszej córki?- uśmiechnął się słabo. Pod oczami miał cienie. Dopiero teraz zauważyła, że jedno oko ma połyskująco granatowe, a drugie prawie czarnym odcieniem brązu.
- Konstancja była dobrą kobietą, moją mistrzynią- miał na myśli moją babcię- zostawiła ci list?
- Tak, niewiele w nim napisała. Podejrzewam, że jesteś Eric? Babcia zapewniała mnie, iż mogę tobie zaufać.
Wstał. Podszedł do komody i wyjął czarne zawiniątko.
- Masz, włóż to - i wskazał na niepozorne drzwi niedaleko łóżka.
- Yhm, jasne- kierując się w stronę drzwi.
W środku było bardzo ciasno. Pod jedną ze ścian płyną strumyk, w jednym kącie deska z dziurą, w drugim prymitywny prysznic. Ponad to mała półeczka na ręczniki ubrania i mydełko. Czarne zawiniątko okazało się elastycznym, delikatnym, lecz mocnym i wiatroszczelnym kombinezonem z mnóstwem dyskretnych kieszonek. Zdjęłam dotychczasowe ubranie i założyłam strój, jakby szyty na miarę. Dodatkowo nie wydawał żadnego dźwięku szurania czy szeleszczenia. Buty, wysokie o podeszwie z materiału czy skóry przypominającej smocze łuski, również pasowały.
- Tak, wydaje mi się, że moc ujawniła się zbyt wcześnie, będzie potężniejsza- usłyszałam za drzwiami głos chłopaka- Kiedy?- czyiś głos odpowiedział i usłyszałam jego potwierdzenie. Później wszystko ucichło.
Wyszłam pogrążona w zadumie ,,z kim rozmawiał? Jak? Czy o mnie? Co to znaczy?", wolałam się jednak nie pytać. Za dużo naczytałam się powieści fantastycznych i bałam się jego odpowiedzi, czy raczej reakcji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)