Następnej nocy już się nie bałam, byłam pewna, że nie muszę się bać, że dotrę tam, gdzie powinnam. Chciałam dotrzeć do Eryka i dowiedzieć co to wszystko znaczy. Jakaś więź zaufania, czy porozumienia łączyła moją babcię z jej uczniem. To wręcz emanowało z tego listu, a babcia zawsze miała rację.
Włożyłam czarną koszulą, zieloną bluzę i szerokie czarne spodnie. Ubrałam jeszcze moje ulubione czarne buty na dość giętkiej podeszwie. Cicho otworzyłam frontowe drzwi, przeskoczyłam przez płot i kierowana instynktem pobiegłam do pobliskiego lasu. Pamiętam jak raz widziałam tam młodego jelenia. Dumnie uniósł głowę, nastawił uszu. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, po czym on uciekł w las.
Przyspieszyłam kroku. Prawie po pięciu minutach poczułam, że dotarłam na miejsce. Ujrzałam ogromny dąb. Zajmował chyba ze 20 metrów kwadratowych. Na korze dębu zobaczyłam coś na kształt drzwi. W tych ciemnościach niewiele mogłam zobaczyć, więc wymacałam klamkę i nieśmiało otworzyłam drzwi.
W środku ujrzałam młodego chłopaka, dwa, trzy lata starszego ode mnie. Siedział tyłem do mnie, więc mogłam podziwiać tylko jego bujne, czarne włosy i ciemny stój. Obok niego tliła się lampa, podobnie jak dwie zawieszone pod sufitem. Pokój miał wymiary mniej więcej3 na 3 metry. Na jego wyposażenie składała się spora komoda, biurko z krzesłem, przy niech łóżko, a nad nimi szafeczka z jakimiś flakonikami i słoiczkami, w kącie stał malutki kominek. Obok niego jakieś garnuszki i moździerz. Ponad to było jedno małe okienko w tym momencie zasłonięte grubą, czarną zasłoną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz